Zjawisko, o którym będziemy dziś mówić, dotyczy wielu osób i często zakłada maskę zwykłej codzienności. Mam na myśli zakupy przyjemne, potrzebne i oczywiste, a jednocześnie niosące pułapki i napięcia. Kiedy przyjemność zmienia się w przymus, jak odróżnić spontaniczny gest od impulsu napędzanego emocjami i nagrodą dopaminową?
Posłuchaj uważnie i być może odnajdziesz w tym opisie kawałek siebie lub kogoś bliskiego.
Kiedy myślę o zakupach, pierwszym skojarzeniem jest wolność wyboru i dbałość o siebie. Kto z nas nie ucieszył się z nowego swetra, którego kolor poprawia nastrój, czy dobrej kawy kupionej w przerwie między obowiązkami? Jednak w tym samym akcie kryje się coś więcej. Reklamy, media społecznościowe i kultura konsumpcyjna zachęcają nas, byśmy kupowali coraz więcej i przede wszystkim szybko.
Zakupy stają się wtedy czymś więcej niż transakcją. Są wywołującą euforię metodą radzenia sobie ze stresem, samotnością czy smutkiem. W rezultacie granica między potrzebą a zachcianką zaciera się, a prawdziwa potrzeba bliskości lub poczucia bezpieczeństwa chowa się za parawanem torebek z logo kolejnej marki.
Błędne koło dopaminy
Czy zastanawiałeś się kiedyś, co dzieje się w twojej głowie, gdy planujesz zakupy? Najpierw pojawia się myśl, która z pozoru wydaje się niewinna: "Przydałoby się coś nowego. Należy mi się nagroda. Muszę poczuć się lepiej."
Potem przychodzi ekscytacja, oglądanie stron internetowych, rozmyślanie o zakupie i wyobrażanie sobie siebie w nowej roli. Zastrzyk dopaminy, neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za system nagrody, sprawia, że ten stan jest przyjemny i chcemy go przedłużyć.
Głębsze przyczyny psychologiczne
Kiedy przyglądam się mechanizmom zakupoholizmu, uderza mnie złożoność psychologicznych procesów stojących za tym nawykiem. Nie chodzi tylko o to, że ktoś lubi mieć dużo rzeczy. Głębiej kryją się trudne emocje. Osoby zmagające się z kompulsywnymi zakupami często podświadomie próbują zapełnić pustkę, poprawić swoje samopoczucie, poradzić sobie z lękiem lub z niskim poczuciem własnej wartości.
Zakupy dają iluzoryczne poczucie kontroli w momencie, gdy świat wydaje się chaotyczny i przytłaczający. Badania pokazują, że ważną rolę odgrywają czynniki biologiczne (niskie stężenie serotoniny), psychologiczne i społeczne.
Czynnik dzieciństwa: Wychowanie w domu, w którym brakowało rzeczy (ubóstwo) lub w którym były niezdrowe wzorce radzenia sobie ze stresem, może wzmagać pragnienie rekompensaty w dorosłości. Gromadzimy dobra z obawy, że kiedyś znowu czegoś nam zabraknie.
Konsekwencje: spirala lęku
Spontaniczne zakupy mogą prowadzić do nadwrężania budżetu domowego i długów. Osoby próbujące zaspokoić potrzebę kupowania ponad swoje możliwości sięgają po kredyty, pożyczają pieniądze od bliskich, co generuje napięcie i konflikty. Niektórzy wchodzą w spiralę zadłużenia, spłacając jeden kredyt kolejnym.
Zaciąganie długów to nie tylko problem ekonomiczny, lecz także ogromne obciążenie psychiczne. To błędne koło: zakupy mają łagodzić trudne emocje, ale wywołują nowe lęki związane z finansami, co z kolei skłania do dalszych zakupów.
Wymiar społeczny i relacje
Zakupoholizm ma także wymiar społeczny. Ukrywanie wydatków przed partnerem, konflikty o pieniądze, rozczarowanie po odkryciu tajemnic finansowych – to wątki, które regularnie pojawiają się w opowieściach osób dotkniętych problemem. Zaufanie słabnie, a partnerzy czują się pomijani.
Fazy kompulsywnego kupowania
Poznanie tych etapów może pomóc w zatrzymaniu się w odpowiednim momencie:
- Przewidywanie: Obsesyjne myśli o przedmiocie.
- Przygotowanie: Planowanie, gdzie i kiedy go zdobędziemy.
- Sam zakup: Moment euforii przy transakcji.
- Wydatki (skutki): Rozczarowanie, wstyd i wyrzuty sumienia.
Zaproszenie do grup wsparcia
Jeśli oglądasz ten kanał, to pewnie wiesz, że rozmowa i wspólne doświadczenie potrafią zrobić ogromną różnicę. Zapraszam Cię do moich grup online:
Czy rzeczy przynoszą Ci szczęście?
Zastanów się, czy to co masz, odzwierciedla twoje wartości, czy raczej odwraca uwagę od tego, co ważne. Minimalizm to nie tylko moda – to sposób na uporządkowanie życia i przypomnienie sobie, że sens nie tkwi w liczbie przedmiotów, lecz w ich użyteczności i relacjach.
Zakupoholizm nie rodzi się z próżni, tylko z potrzeby bycia zauważonym, ważnym, kochanym. Kiedy kupujemy, próbujemy na moment naprawić coś w środku, choćby przez metkę czy nowy zapach. Ale prawdziwa ulga zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy patrzeć na siebie z czułością, zamiast przez pryzmat braków.
Jeśli czujesz, że zakupy zaczynają rządzić twoim nastrojem, to nie wstyd, to sygnał. Można się zatrzymać, odetchnąć i zacząć uczyć się nowego rodzaju satysfakcji – tej, która płynie z bycia obecnym w swoim życiu.
Jeśli ten odcinek był dla ciebie pomocny, zostaw subskrypcję lub podziel się nim z kimś bliskim. A jeśli chcesz dostać więcej narzędzi, zapisz się do mojego newslettera. Do zobaczenia. M.